Mam ostatnio jakiś kryzys emocjonalny, ale tym Was nie będę nudzić. Co ciekawe- równocześnie z kryzysem emocjonalnym naszła mnie wena twórcza w takiej ilości, że mi się uszami przelewa. Serio. Już nie wiem w co ręce włożyć, żeby dać temu upust...
Od tygodnia spisuję swoje sny, bo z nocy na noc są coraz bardziej odjechane. Oprócz tego piszę opowiadanie. W związku z tym, że wolałabym je raczej zekranizować w postaci animacji -co oczywiście uniemożliwia mi permanentnie zepsuty tablet- szkice tego co mi przyjdzie do głowy robię ręcznie. Powiedziałabym, że w moim przypadku rysowanie ołówkiem na kartce jest mocno oldschoolowe. Nawet mama wczoraj wyraziła swoje ogromne zdziwienie gdy mnie zobaczyła ślęczącą z ołówkiem w jednej ręce, gumką w drugiej i blokiem na kolanach. To mi się po prostu nie zdarzyło od paru dobrych lat. Poza tym w któryś dzień, jak mi się ktoś zajmie Młodym zabieram się za robienie dwóch kolejnych pudełek na biżuty. Jak tego wszystkiego nie zrobię mój wewnętrzny krytyk odpali bombę i mnie zwyczajnie rozsadzi.
Istny armagedon w mojej głowie się kłębi, sami widzicie.
wtorek, 22 listopada 2011
wtorek, 12 lipca 2011
Muffinowe lato
Tak sobie pomyślałam, że czas najwyższy na nowego posta :P Mam chwilę dla siebie, więc mogę się pochwalić moim nowym wynalazkiem kulinarnym w postaci aromatycznych, chrupiąco- pulchnych muffinek z nadzieniem z konfitury różanej domowej roboty. Przepis prosty jak drut, a efekt taki, że w dziesięć minut po wyjęciu z piekarnika muffinek zwyczajnie już nie ma :D Ale do rzeczy.
Na 12 muffinek potrzebujemy:
* 1 szklankę mleka
* 1 jajko
* 1/2 szklanki oleju
* kroplę aromatu waniliowego
* 2 szklanki mąki
* 2 łyżki cukru
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 1 łyżeczka soli
* konfiturę z róży, najlepiej taką z postaci całych płatków
Jak to z muffinkami bywa, suche składniki mieszamy osobno, mokre osobno i dopiero wtedy łączymy mieszając tylko do momentu aż suche składniki będą wilgotne. Niech Was ręka Boża (w wersji ateistycznej może być ręka czarnego kota) broni przed dokładnym mieszaniem składników na jednolitą masę. Muffiny wyjdą wtedy twarde jak kamień, nie wyrosną jak należy i w ogóle będzie kicha :P
Jak już macie ciasto gotowe nakładacie do papilotów wypełniając je do połowy, na to nakładacie po łyżeczce konfitur z róży i rozkładacie na to resztę ciasta.
Muffiny piecze się w 200 stopniach przez około 15- 20 minut aż się ozłocą :D
Powiem Wam, że to najlepsze muffinki jakie dotychczas jadłam. Tak jak pisałam wcześniej u mnie znikają zanim dobrze zdążą się ostudzić, do tego pachną w całym domu słonecznym ogrodem, nie są za słodkie, cienka skórka chrupie zgodnie z normami unijnymi, są cudownie wilgotne w środku. Trzeba tylko uważać na konfiturę, bo może poparzyć jeśli zamierzacie się na nie rzucić zaraz po wyjęciu z piekarnika (mi skóra z podniebienia schodziła przez tydzień :P).
Smacznego i dobranoc, napiszcie jak wam smakowały :P
Na 12 muffinek potrzebujemy:
* 1 szklankę mleka
* 1 jajko
* 1/2 szklanki oleju
* kroplę aromatu waniliowego
* 2 szklanki mąki
* 2 łyżki cukru
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 1 łyżeczka soli
* konfiturę z róży, najlepiej taką z postaci całych płatków
Jak to z muffinkami bywa, suche składniki mieszamy osobno, mokre osobno i dopiero wtedy łączymy mieszając tylko do momentu aż suche składniki będą wilgotne. Niech Was ręka Boża (w wersji ateistycznej może być ręka czarnego kota) broni przed dokładnym mieszaniem składników na jednolitą masę. Muffiny wyjdą wtedy twarde jak kamień, nie wyrosną jak należy i w ogóle będzie kicha :P
Jak już macie ciasto gotowe nakładacie do papilotów wypełniając je do połowy, na to nakładacie po łyżeczce konfitur z róży i rozkładacie na to resztę ciasta.
Muffiny piecze się w 200 stopniach przez około 15- 20 minut aż się ozłocą :D
Powiem Wam, że to najlepsze muffinki jakie dotychczas jadłam. Tak jak pisałam wcześniej u mnie znikają zanim dobrze zdążą się ostudzić, do tego pachną w całym domu słonecznym ogrodem, nie są za słodkie, cienka skórka chrupie zgodnie z normami unijnymi, są cudownie wilgotne w środku. Trzeba tylko uważać na konfiturę, bo może poparzyć jeśli zamierzacie się na nie rzucić zaraz po wyjęciu z piekarnika (mi skóra z podniebienia schodziła przez tydzień :P).
Smacznego i dobranoc, napiszcie jak wam smakowały :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)