No to zaczął się nowy semestr... wreszcie mam czas, żeby się polenić aż do kolejnej sesji :D W ramach nic nierobienia postanowiłam zająć się czymś co podniosłoby sprawność mojej ręki, ponieważ ostatnio włos mi się na głowie zjeżył, kiedy usiłowałam coś narysować. Wyszła z tego istna masakra! Zero proporcji, powykręcane wszystko, brzydkie, okropne i paskudne coś!
No dobrze, w takim razie co najlepiej podnosi sprawność ręki? Oczywiście praktyka!
Jednakże gdybym miała rysować cokolwiek, bez ładu i składu tylko po to, żeby zupełnie nie stracić tej umiejętności, pewnie nawet by mi się nie chciało zaczynać. Co innego jednak gdyby to wszystko miało jakąś marchewkę na kiju dla znudzonej wyobraźni. O tak! Pobujać w obłokach dla własnego dobra?... Brzmi rewelacyjnie!
Tak oto narodził się plan narysowania komiksu :D
Początkowo miało to być tylko kilka kadrów obrazujących urywki moich myśli, ale im dłużej o tym myślałam, tym bardziej byłam przekonana o tym, że jak już coś robić to z rozmachem.
Od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie pewna historia, którą prędzej czy później przelałabym na papier, ale z drugiej strony po co męczyć się z opisami, skoro można to wszystko narysować? Po wstępnym researchingu zabrałam się za pisanie scenariusza i pierwsze szkice. Powiem Wam, że to niesamowicie wciągająca sprawa!
Dlatego kończę tego posta i idę dalej pisać, dobranoc :D
środa, 2 marca 2011
poniedziałek, 15 listopada 2010
Palmiers i Candy
Trochę czasu upłynęło od ostatniego posta. Przyznam szczerze, że dopadła mnie jesienna chandra i nie miałam zupełnie żadnych pomysłów na przełamanie rutyny.
Moja miłość do nich zaczęła się od pierwszego gryza dawno temu, kiedy byłam jeszcze całkiem młodą, piękną, zgrabną i powabną panną (a nade wszystko skromną ;P). Pewnego razu szukając w cukierni czegoś smakowitego spojrzenie me padło na niepozornie wyglądające ciacho w kształcie serca. Leżało ostatnie i patrzyło na mnie błagalnym spojrzeniem, a że jestem z natury uległa, zwyczajnie nie mogłam mu odmówić.
Pierwsze chrupnięcie eksplodowało w mych ustach harmonią smaków, zapachów i konsystencji. Cieniutkie warstwy lekkiego ciasta francuskiego przeplatały się ze słodyczą, jak sądziłam, miodu i delikatnym korzennym aromatem. Postanowiłam, że przy najbliższej okazji kupię więcej, żeby podzielić się z rodziną. Jakież było moje rozczarowanie gdy następnym razem nie zastałam Palmiersów w cukierni. Ani następnym. Ani też jeszcze kolejnym. Zaczęłam poszukiwania w innych cukierniach jednakże z mizernym skutkiem. Moje kubeczki smakowe rzewnie opłakiwały zagubione ciastka. Długo nosiły żałobę po przysmaku, po którym słuch zaginął na dobre.
W międzyczasie technika się rozwinęła, internet zawitał w niemal każdym domu- także moim. Dużo wody upłynęło od tego czasu w Wiśle, zanim przypomniał mi się pewnego dnia smak dawno już nie spotkany. Olśnienie umysłu, błysk w oku, może godzina poszukiwań w sieci i... oto znalazłam Je! Palmiersy w całej swojej wspaniałości.
Przepis dziecinnie prosty, szybki i do tego efekt zawsze taki jak trzeba, znalazłam go tutaj. Palmiersy pomarańczowe są pyszne, jednak nie tak smakowite jak ich prostsza wersja- saute.
Do zrobienia takich ciastek potrzeba:
* Gotowe ciasto francuskie (mrożone albo świeże- oba można dostać w hipermarketach)
* Szklankę cukru kryształu (niepełną)
* Łyżkę stołową cynamonu (albo ile kto lubi)
* Kroplę lub dwie aromatu waniliowego
- Cukier, cynamon i aromat wymieszać ze sobą.
- Ciasto świeżo wyjęte z lodówki rozwinąć, ale nie ściągać z papieru na którym jest zawinięte (mrożone trzeba najpierw rozmrozić do momentu aż będzie już elastyczne, ale jeszcze nie lepiące- najlepiej zostawić w lodówce na noc, wtedy powinno być takie jak trzeba) i spryskać zimną wodą- tylko tyle, żeby było lekko wilgotne (to pomoże ciastu bardziej się rozwarstwić i jednocześnie nie powoli cukrowi się za szybko skarmelizować).
- Cukier wysypać na ciasto (zostawić ok. pięć łyżek na później), rozprowadzić równomiernie i delikatnie wklepać.
- Teraz można zacząć zaginać do wewnątrz (na szerokość ok. 2cm) oba dłuższe boki .
- Gotowy rulon obtoczyć jeszcze w pozostawionym cukrze.
- Po tych zabiegach jeśli ciasto będzie już miękkie, zacznie się lepić i ciągnąć najlepiej będzie je zmrozić jeszcze chwilę w zamrażalniku- dosłownie 5-10 minut.
- Można w tym czasie zacząć grzać piekarnik do 180 stopni.
- Gdy nadejdzie czas, rulon pokroić w talarki grubości ok. 1- 1.5 cm.
- Każdy z nich obtoczyć z jednej strony w reszcie cukru a drugą stroną kłaść na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
- Piec ok.10-15 minut aż się zezłocą, wtedy delikatnie obrócić na drugą stronę i piec przez kolejne 5-7 minut.
Po wyjęciu z pieca są gotowe do zjedzenia, chociaż według mnie lepiej smakują za zimno... niestety trudno im się oprzeć :D
Jeszcze a propos słodkości osoba, która jest dla mnie bardzo inspirująca, a mianowicie właścicielka bloga pt. KicaBijoux właśnie zorganizowała Candy, w którym nagrodą jest niespodziewanka. Gorąco polecam obejrzeć sobie jej dzieła, bo są wyjątkowe, urocze i bardzo impresjonistyczne... jak cały jej blog z resztą :D Właściwie jak tak czytam nieraz jej posty to od razu zaczynam patrzeć na świat bardziej optymistycznie. A oto link: KicaBijoux. Miłej zabawy ;)
Rozpisałam się straszliwie i nawet żadnych zdjęć nie dodałam, więc jednak jakaś monotonia mi się tu wkradła, ale co mi tam, od tego jest blog, żeby się czasem po uzewnętrzniać. Nie? :P
Życzę smacznego i dobranoc :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)